niedziela, 21 lutego 2016

Niby blisko, a jednak tak daleko.

Za kilka dni minie 9 miesięcy jak mieszkam w Kopenhadze. Za kolejne 3 miesiące, wracam do Polski. Tak Sobie pomyślałem, że nadszedł czas podsumowań i refleksji. Chciałbym opowiedzieć kilka słów o tym kraju, mieście i ludziach. Jest wiele rzeczy, które z chęcią przeniósłbym do Polski, ale chyba jest ich tak samo wiele w drugą stronę. Zanim zacznę muszę jednak zaznaczyć, że są to tylko i wyłącznie moje spostrzeżenia. Nie należy generalizować, bo to, co piszę to moje doświadczenia i przeżycia, nie chciałbym tu budować stereotypów, bardziej pokazać świat widziany moimi oczami. Zawsze starałem i nadal staram się patrzeć na świat obiektywnie, mam nadzieje, że uda mi się również opisać moje ostatnie doświadczenia patrząc z boku.

Dania kraj liczący ponad 5,5 mln mieszkańców na powierzchni około 43 tysięcy km2, stolica Kopenhaga. Te informacje to Wikipedia. Z takich zwykłych informacji kojarzonych z tv czy Internetu to kraj kojarzy nam się z Gangiem Olsena, królową, piwem Carlsberg, wikingami czy baśniami Andersena. Taki mały skandynawski kraj, ni to blisko, ni daleko. A co więcej? Czemu warto przyjżeć się bliżej i opowiedzieć o tym? Co jest tu takiego innego? No mi się narzuca wiele rzeczy, m. in. symbol flagi, policja, mentalność, sposób życia, wolność, duński porządek, otwartość ludzka, wyje*anie, picie, podatki. To tylko część tematów którymi chciałbym się podzielić. Wszytkiego do jednego worka nie wrzucę, bo było by to za dużo na raz. Po za tym na pewno by się to nie trzymało całości i spójności. Dlatego zacznę pisać o tym jakie tu są rzeczy, jak je widzę, odbieram i czym dla mnie są. Zobaczcie Kopenhagę moimi oczami, przybysza z bliskiego odległościowo i dalekiego mentalnie kraju. Na początek zacznę od najbardziej popularnej duńskiej rzeczy, bez której ludzie stali by na codzień w korkach a ich ruch ograniczał by się do absolutnego wymaganego minimum. Nie przychodzi mi na myśl żadne logiczne i błyskotliwe przejście do tematu, więc napiszę wprost, R O W E R Y. . . 

Rowery, rowery i jeszcze z tysiąc razy rowery. Są wszędzie, na każdym rogu ulicy, przed każdym domem, szkołą, sklepem, stacją metra, dworcem, budynkiem pracowniczym, kościołem, szpitalem, centrum handlowym, parkiem. Naprawdę są wszędzie! Ja bym powiedział, że rower to mentalność duńska. 99% mieszkańców tego kraju jeździ na rowerze. A ten jeden procent nie jeździ, bo nie może ze względów zdrowotnych. Wyobraźcie sobie swoich rodziców, dzieci, dziadków, sąsiadów, znajomych, którzy korzystają z rowerów jeżdżąc do pracy, na zakupy, po dzieci do przedszkola itd. Widzicie to? Ale tak codziennie, czy słońce czy, czy wiosna, lato, jesień czy nawet zima? Wiatr, słońce, mgła? Ciężko chyba. A tu to normalne. Taka mentalność i styl życia. No, ale należy dodać, że to najlepiej rozwinięty kraj w Europie pod względem infrastruktury rowerowej. Drogi rowerowe (nie mylić ze ścieżką rowerową) są wszędzie i prowadzą wszędzie. Całe pasy drogowe, na których spokojnie mieszczą się 2 rowery jadące obok siebie. Sygnalizacja świetlna dla rowerów, niby nic, ale jest na każdym skrzyżowaniu gdzie są światła dla samochodów. Wszystko to jest niezwykle przemyślane i dopasowane tak by to rowerzysta miał jak najłatwiej i bezpieczniej. Sam jeżdżę do pracy rowerem codziennie, mam jakieś 5 km i wliczając stanie na światłach, włączenie się do ruchu to dojazd zajmuje mi jakieś 12 – 15 minut. Aż miło, prawda? No, ale jakimi rowerami warto a może powinno się poruszać? Odpowiedź jest prosta jak budowa cepa1. KAŻDYM!!! Panuje tu dowolność w każdym zakresie. Jako przykład najlepiej będzie podać CHRISTIANIA BIKES. To taki dziwny wynalazek na 3 kółkach, z czego 2 są z przodu. Pomiędzy kółkami znajduje się prostokątny pojemnik na zakupy, dzieci, meble, paczki, kwiatki, alkohol, znajomych, zwierzęta, wiolonczelę. Widziałem już wszystkie te rzeczy, ale na pewno nie widziałem wszystkiego. Ten typ rowerów można podzielić na:

a)       Dziecięce – do przewozu rowerów
b)      Biznesowe – do przewozu paczek, zaopatrzenia
c)       Wszystkiego innego – łóżko, szafa czy pijani znajomi, którzy nie są wstanie jechać własnym rowerem

Punkt c) jest ciekawy. Pijesz, nie jedź?! Absolutnie nic z tych rzeczy. Pijesz, to pij, a potem jedź do domu, ale bezpiecznie. W praktyce znaczy to tyle: bądź na tyle trzeźwy żebyś nie spowodował wypadku. I faktycznie tak jest. Moi znajomi zostali zatrzymani przez Policję jak wracali z pewnej „biby”. Dostali pytanie na klatę

P: Piłeś?
Z: Tro…szkę…
P: Dasz rade dojechać do domu?
Z: taaaak
P: ok

No i pojechali. Ale Policja to też inny temat. Wracając do rowerów to są one tu czymś naturalnym. Wpływ na ich ilość ma na pewno strefa płatnego parkowania w obrębie centrum miasta, która nie trwa od 9 do 17 a 24h/dobę. Innym słowem ciągnie po kieszeni jak się parkuje w mieście. Znaczna część miejsc parkingowych została zabrana kierowcom, po to, aby utworzyć drogi rowerowe, tak, że ciężko jest ze znalezieniem miejsca. Ale, tutaj to nic takiego. Ludzie jeżdżą na rowerach, bo to jest styl życia, można by rzec.

Pierwsze koty za płoty, jak to się mówi. Temat rowerów to temat rzeka, można by jeszcze dużo o nich napisać. O kradzieżach, corocznym wyławianiu rowerów z kanału, kulturze jazdy na drodze, wypożyczalniach, serwisach na każdym rogu itd. Ale tu już wystarczy na razie, będzie trzeba to wrócę do nich. Tymczasem kończę na dziś i przymierzam się do kolejnego tematu. 






1 cep – 2 kije połączone ze sobą sznurkiem