poniedziałek, 7 marca 2016

ijo ijo ijo

Dziś słów kilka o bardzo mało popularnej służbie mundurowej. Ale to tak tylko słów kilka, co byście wiedzieli, że tu są i że troszkę inaczej działają.

Policja to taka instytucja która powinna stać na straży naszego bezpieczeństwa, bronić, słabszych, łapać złodziei oraz piratów drogowych. Mi się jednak kojarzy bardziej z korupcją, lenistwem oraz łataniem budżetu. No co nie prawda? Każdy miał mniejszą lub większą styczność z Policją, zazwyczaj taka znajomość kończy się mandatem i może nawet punktami karnymi. Czy tak być musi? Odpowiedź jest prosta! NIE, NIE, NIE i absolutnie NIE. To co mi się pierwsze rzuciło na oczy kiedy przyjechałem do Kopenhagi to Policja. W zasadzie jej brak. Nie dowierzałem, własnym oczom z dnia na dzień, że ich tu nie ma. Idę ulicą, nie ma patrolu. Dzień później idę znowu i znowu nic. Dzień trzeci, czwarty, piąty i tak dalej, zero Policji. No myślę Sobie, może strajkują? Może tu w ogóle ich nie ma? W końcu zasięgnąłem porady tubylców i się okazało coś nie możliwego. Tutaj nie ma patroli policyjnych. Brak krawężników chodzących ulicami i pilnujących młodzieży co by nie piła po kątach. Brak Policjantów na ulicach. No najzwyczajniej świecie nie ma i ich i już. Ale to tylko pozory, gdyż istnieje druga strona medalu. Wg mnie jaśniejsza strona. Gdy tylko zacznie dziać się coś złego, bójka, rozruba, włam, niszczenie mienia, Oni są na miejscu w ciągu 60 sekund. Nie wiem jak, ale tak się dzieje. Sam nie byłem świadkiem czegoś takiego, ale wiele osób zgodnie potwierdziło mi tę kwestię. Jak dzieje się coś złego Policja zaraz jest na miejscu. To jest coś co działa i w mojej opinii raczej sprawdza się. Chodzę tu ulicami i wcale nie czuję się mniej bezpiecznie, że co 15 minut widzę radiowóz czy pieszy patrol. Tu wiem, że gdyby coś złego się działo, na pewno dojadą. Może to tylko złudne myślenie, ale jednak daje poczucie komfortu psychicznego. No to skoro wiemy, że nie można ich zobaczyć, to jak Oni wyglądają? Tu kolejny punkt po stronie Danii. Tu zdaje się są obowiązkowe siłownie. Jak widziałem ich kilka razy, to z wyglądu przypominają mi napakowanych ziomów z siłowni. Wyglądali na wysportowanych, zamiast na najedzonych, wzbudzali respekt zamiast politowania. No Policja jednym słowem wygląda jak Policja. Jest też tutaj takie prawo, które w żaden sposób nie ogranicza ludzi wytatuowanych. Mając wydziarane ręce, można pełnić funkcje publiczne, takie jak no Stróż prawa. I też jak zsumujemy te wszystkie rzeczy, czyli wysportowany, napakowany i wytatuowany koleś, mający przy Sobie broń, to to wzbudza respekt czy nie? No we mnie wzbudza, krótka piłka. Nie będę podskakiwał, bo zęby same nie odrastają. Aczkolwiek nie taki też diabeł straszny jak go malują. Nie zatrzymują nikogo bez powodów. Możesz rozpalić grilla na ulicy i dopóki nie będzie on nikomu przeszadzał, to smaż se człowieku tam kiełbaski do woli. Jako, że picie alkoholu jest tu dozwolone wszędzie, to za to mandaciku też nie dostaniesz. Swoją drogą, nic tylko korzystać! Nigdy też nie dostanie się od nich mandatu za przechodzenie przez ulicę w niedozwolonym miejscu. Jest tu tak, że idziesz człowieku którędy chcesz, tylko nie zabij się ani innych. Uważam że to jest bardzo mądrze wykorzystywane tutaj. Ludzie przechodząc przez ulicę często wymuszają zwolnienie samochodu, ale szczerze, kto by się tu tym przejmował, większość jeździ na rowerze.
Policja spełnia tu rolę prawdziwego stróża prawa, czyli pojawia się w sytuacjach awaryjnych. Nie jest upierdliwa, żałosna, raczej pomaga niż przeszkadza. Ja wiem, że na taki stan rzeczy nie wpłynęła tylko sama instytucja, a raczej społeczeństwo które wie jak się należy zachowywać. Kultura picia jest inna niż w Polsce. Na drogach kierowcy mniej rzucają Kur*ami to i przepuszczą pieszych. No to biedni mają robić, jak nie siedzieć na komisariacie. Swoją drogą to ja nawet nie wiem gdzie tu jest jakikolwiek komisariat. No ale liczę na to że nie przyda mi się już  ta informacja!

Z takich ciekawostek warto dodać:
młodzież może tu pić alkohol poniżej 14% od 16 lat, a potem to od 18% Wóda
brak instytucji straży miejskiej
alkohol można spożywać wszędzie – warto powtórzyć ;) 

piątek, 4 marca 2016

a jacy Oni są?

W każdym kraju można spotkać każdy typ ludzi. Ja w Danii chamstwa nie spotkałem. I bardzo dobrze!
W życiu nauczyłem się wielu rzeczy, ale nic bardziej nie weszło mi w krew, niż to, że nie należy ufać ludziom i być podejrzliwym. Dzięki temu można ustrzec się złych rzeczy. Może u innych ludzi to tak nie działa. Nie wiem. Wiem natomiast, że jest rzadka cecha, może i niepotrzebna nawet, wśród potomków wikingów. Po krótce postaram się ich określić, gdyż tych, których spotkałem na swojej drodze mogę określić, jako „dobrych ludzi”. Tak jak nazywał wszystkich Jeszua Hanocri w Mistrzu i Małgorzacie.
                Na co dzień w pracy nie narzekają, są uśmiechnięci i życzliwi wobec Siebie jak i wobec polskich imigrantów. Nie robią dużo hałasu, raczej siedzą spokojnie. Tak samo też wykonują swoją pracę, raczej „spokojnie”. Pamiętam, że na początku styczności, miałem problemy z opanowaniem swojego ADHD. Z mojej perspektywy świat zwolnił i nic nie można było zrobić w należytym czasie. Coś nie do wyobrażenia. Adaptacja zajęła mi trochę czasu i z perspektywy muszę przyznać, wyszło mi to tylko na dobre.
Po za pracą można zauważyć bardzo podobne wzorce zachowania. W sklepach takich jak Netto, Rema, Fakta czy lidl, na twarzach pracownikach widać różnice w odpowiednikach Polskich Biedronek. Nie widać tego zmęczenia i przepracowania. Ja ich widzę, jako ludzi, którzy po prostu tam są i coś robią. Nie biegają jak szaleńcy, nie ma ich wszędzie, a kasy w sklepach często są puste. A jak nawinie się jakiś delikwent to po prostu poczeka albo zadzwoń dzwonkiem i w ciągu kilku minut znajdzie się kasjer. No, ale jak już mówimy o czekaniu przy kasie, to to też inna para kaloszy. W kolejkach nie ma nerwówki. Ludzie stoją i nie wyrażają oburzenia w żaden sposób, że coś idzie za wolno. Tu ktoś zagada, tu się uśmiechnie i jakoś ten czas mija.
Ze względu na Duńskie prawo, nie mogę mieć tu samochodu na polskich blachach, co wiąże się z brakiem możliwości kierowania. Ale jeżdżąc na siedzeniu pasażera, widać było brak nerwówki na drodze. Na 3 czy nawet 4 pasmowej autostradzie znaczna większość aut jechała w miarę równym tempem. Oczywiście nie wszyscy. Tablice rejestracyjne z oznaczeniami krajów D, S, PL królowały jednak w ekstremalnej jeździe - takiej normalnej na polskich drogach gdzie na ograniczeniu do 70 większość jedzie 110 km/h. Aż głupio pisać ekstremalna jazda, ale w sumie w Danii jeździ się tak spokojnie, że każda może być taką. Warto natomiast dodać, że w Danii za przekroczenie prędkości powyżej 30 km/h policja zabiera prawo jazdy a mandaty to są liczone w tysiącach DKK1, słyszałem o mandacie 12 000 DKK. Nawet przy dużych zarobkach jest to kwota odczuwalna. Ale kto bogatemu zabroni?
Nie daleko mnie jest sklep rowerowy, gdzie właścicielem jest Marokańczyk. Kiedy kupuje się u niego części, z miejsca się dostaje rabat. Rozmowa wygląda mniej więcej tak, że za każdym razem pyta, kim jestem i skąd jestem. Jak już zaczai słowo Polska, to powie kilka słów w naszym języku, po czym pochwali się, że u niego pracuje Polak a na imię ma „Magic”. 3 sekundy później mój zapłon zaskakuje i już wiem, że chodzi o Maćka. Po kilku żartach i zbliżeniu kultur, proszę o smar i dętkę. Koleś opowiada mi, że mógłby mi sprzedać ten droższy smar, ale do mojego roweru wystarczy ten najtańszy, bo inaczej zachlapie mi tylną tarczę hamulcową i nie będę miał jak hamować. Brałem jeszcze wtedy zapięcie do roweru, takie mocniejsze. Koleś wziął te rzeczy, nabił na kasę, spojrzał na mnie i powiedział, że da mi rabat. Ponabijał coś na kasie i w sumie za wszystko zapłaciłem jakieś 150 DKK mniej. Chodzą do niego też moi znajomi i też im daje rabaty. On tam chyba każdemu daje rabaty. Ale, z czego ta jego firma się utrzymuje to ja nie mam zielonego pojęcia. Tak, że nawet zasymilowani Duńczycy przejawiają bardzo ciekawe podejście do życia.
Dużo mógłbym podać przykładów, gdzie zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. Najlepszym i niesamowicie pozytywnym przykładem będzie jednak kierowca autobusu. Ten sam, który w Polsce zawsze zamyka Ci drzwi przed nosem i udaje, że Cię nie widzi! No tu też są tacy, tylko troszkę inaczej się zachowują. Bo nie zamykają ich a jak widzą, że ktoś podbiega, to nawet jak ruszyli to potrafią się zatrzymać i poczekać na Ciebie. Tak Sobie wymyślili! J
Tutaj większość społeczeństwa świetnie mówi w języku angielskim. W sklepie, metrze, banku czy na Kryśce2 nie ma najmniejszego problemu z porozumiewaniem się. Język nie jest tu absolutnie żadną barierą. To było dla mnie niesamowite pozytywne zaskoczenia. Dla porównania, gdy byłem we Francji, łatwiej było pokazywać i mówić po Polsku, niż po angielsku. A kto był w Niemcach ten wie, że tam jedynym słusznym językiem jest niemiecki. Chociaż ponoć turecki jest też bardzo popularny ostatnio. Wracając jednak do Danii, to gdziekolwiek się jest, wystarczy zacząć mówić angielskim a odpowiedź i zrozumienie będzie 99%.
Oni uwielbiają się bawić i pić. Standardowa impreza zaczyna się w domu i trwa do 22-23. Potem obowiązkowo przyjeżdżają taksówki pod chatę, zgarniają pijane towarzystwo i wywożą w miasto. Clubing, dancing, smażing i powrót do domu. Powroty potrafią być bardzo ciekawe, gdyż nie rzadko biorą jakieś niezabezpieczone rowery z ulicy i najebaju wracają na nich. Widok niesamowity, a i rano miła niespodzianka w postaci „nowego” roweru. Wracając jeszcze do tych domówek, to to nie jest tak, że siedzą cicho i łoją browarki. W skrócie to jest petarda i beton! Petarda, bo jest głośno! Hałas, muza i zabawa!!! Beton?! Bo nie każdemu uda się dotrzeć na miasto, po petardzie. Co jest ciekawe w tym wszystkim? Wyrozumiałość. Sąsiadom to nie przeszkadza, a impreza nie przycicha około 22, potrafi być na opak!
Podsumowując, to uważam ich za ludzi pozytywnych z bardzo zdrowym podejściem do życia. Może trochę nazbyt beztroskim, ale jednak takim fajnym. Korzystają z tego, co mają i szanują się nawzajem. Dodam, że prywatnie nie są to ludzie poprawni politycznie, jak się zwykło ich ubierać w mediach. Są tacy sami jak my. Potrafią patrzeć zdrowo na świat, który chyba nie jest już taki zdrowy. Mam jeszcze taką nadzieje, że po powrocie do kraju zostanie we mnie ten spokój, którego się tu nauczyłem.


11)      Korona duńska
22)      Kryśka - Christiania

niedziela, 21 lutego 2016

Niby blisko, a jednak tak daleko.

Za kilka dni minie 9 miesięcy jak mieszkam w Kopenhadze. Za kolejne 3 miesiące, wracam do Polski. Tak Sobie pomyślałem, że nadszedł czas podsumowań i refleksji. Chciałbym opowiedzieć kilka słów o tym kraju, mieście i ludziach. Jest wiele rzeczy, które z chęcią przeniósłbym do Polski, ale chyba jest ich tak samo wiele w drugą stronę. Zanim zacznę muszę jednak zaznaczyć, że są to tylko i wyłącznie moje spostrzeżenia. Nie należy generalizować, bo to, co piszę to moje doświadczenia i przeżycia, nie chciałbym tu budować stereotypów, bardziej pokazać świat widziany moimi oczami. Zawsze starałem i nadal staram się patrzeć na świat obiektywnie, mam nadzieje, że uda mi się również opisać moje ostatnie doświadczenia patrząc z boku.

Dania kraj liczący ponad 5,5 mln mieszkańców na powierzchni około 43 tysięcy km2, stolica Kopenhaga. Te informacje to Wikipedia. Z takich zwykłych informacji kojarzonych z tv czy Internetu to kraj kojarzy nam się z Gangiem Olsena, królową, piwem Carlsberg, wikingami czy baśniami Andersena. Taki mały skandynawski kraj, ni to blisko, ni daleko. A co więcej? Czemu warto przyjżeć się bliżej i opowiedzieć o tym? Co jest tu takiego innego? No mi się narzuca wiele rzeczy, m. in. symbol flagi, policja, mentalność, sposób życia, wolność, duński porządek, otwartość ludzka, wyje*anie, picie, podatki. To tylko część tematów którymi chciałbym się podzielić. Wszytkiego do jednego worka nie wrzucę, bo było by to za dużo na raz. Po za tym na pewno by się to nie trzymało całości i spójności. Dlatego zacznę pisać o tym jakie tu są rzeczy, jak je widzę, odbieram i czym dla mnie są. Zobaczcie Kopenhagę moimi oczami, przybysza z bliskiego odległościowo i dalekiego mentalnie kraju. Na początek zacznę od najbardziej popularnej duńskiej rzeczy, bez której ludzie stali by na codzień w korkach a ich ruch ograniczał by się do absolutnego wymaganego minimum. Nie przychodzi mi na myśl żadne logiczne i błyskotliwe przejście do tematu, więc napiszę wprost, R O W E R Y. . . 

Rowery, rowery i jeszcze z tysiąc razy rowery. Są wszędzie, na każdym rogu ulicy, przed każdym domem, szkołą, sklepem, stacją metra, dworcem, budynkiem pracowniczym, kościołem, szpitalem, centrum handlowym, parkiem. Naprawdę są wszędzie! Ja bym powiedział, że rower to mentalność duńska. 99% mieszkańców tego kraju jeździ na rowerze. A ten jeden procent nie jeździ, bo nie może ze względów zdrowotnych. Wyobraźcie sobie swoich rodziców, dzieci, dziadków, sąsiadów, znajomych, którzy korzystają z rowerów jeżdżąc do pracy, na zakupy, po dzieci do przedszkola itd. Widzicie to? Ale tak codziennie, czy słońce czy, czy wiosna, lato, jesień czy nawet zima? Wiatr, słońce, mgła? Ciężko chyba. A tu to normalne. Taka mentalność i styl życia. No, ale należy dodać, że to najlepiej rozwinięty kraj w Europie pod względem infrastruktury rowerowej. Drogi rowerowe (nie mylić ze ścieżką rowerową) są wszędzie i prowadzą wszędzie. Całe pasy drogowe, na których spokojnie mieszczą się 2 rowery jadące obok siebie. Sygnalizacja świetlna dla rowerów, niby nic, ale jest na każdym skrzyżowaniu gdzie są światła dla samochodów. Wszystko to jest niezwykle przemyślane i dopasowane tak by to rowerzysta miał jak najłatwiej i bezpieczniej. Sam jeżdżę do pracy rowerem codziennie, mam jakieś 5 km i wliczając stanie na światłach, włączenie się do ruchu to dojazd zajmuje mi jakieś 12 – 15 minut. Aż miło, prawda? No, ale jakimi rowerami warto a może powinno się poruszać? Odpowiedź jest prosta jak budowa cepa1. KAŻDYM!!! Panuje tu dowolność w każdym zakresie. Jako przykład najlepiej będzie podać CHRISTIANIA BIKES. To taki dziwny wynalazek na 3 kółkach, z czego 2 są z przodu. Pomiędzy kółkami znajduje się prostokątny pojemnik na zakupy, dzieci, meble, paczki, kwiatki, alkohol, znajomych, zwierzęta, wiolonczelę. Widziałem już wszystkie te rzeczy, ale na pewno nie widziałem wszystkiego. Ten typ rowerów można podzielić na:

a)       Dziecięce – do przewozu rowerów
b)      Biznesowe – do przewozu paczek, zaopatrzenia
c)       Wszystkiego innego – łóżko, szafa czy pijani znajomi, którzy nie są wstanie jechać własnym rowerem

Punkt c) jest ciekawy. Pijesz, nie jedź?! Absolutnie nic z tych rzeczy. Pijesz, to pij, a potem jedź do domu, ale bezpiecznie. W praktyce znaczy to tyle: bądź na tyle trzeźwy żebyś nie spowodował wypadku. I faktycznie tak jest. Moi znajomi zostali zatrzymani przez Policję jak wracali z pewnej „biby”. Dostali pytanie na klatę

P: Piłeś?
Z: Tro…szkę…
P: Dasz rade dojechać do domu?
Z: taaaak
P: ok

No i pojechali. Ale Policja to też inny temat. Wracając do rowerów to są one tu czymś naturalnym. Wpływ na ich ilość ma na pewno strefa płatnego parkowania w obrębie centrum miasta, która nie trwa od 9 do 17 a 24h/dobę. Innym słowem ciągnie po kieszeni jak się parkuje w mieście. Znaczna część miejsc parkingowych została zabrana kierowcom, po to, aby utworzyć drogi rowerowe, tak, że ciężko jest ze znalezieniem miejsca. Ale, tutaj to nic takiego. Ludzie jeżdżą na rowerach, bo to jest styl życia, można by rzec.

Pierwsze koty za płoty, jak to się mówi. Temat rowerów to temat rzeka, można by jeszcze dużo o nich napisać. O kradzieżach, corocznym wyławianiu rowerów z kanału, kulturze jazdy na drodze, wypożyczalniach, serwisach na każdym rogu itd. Ale tu już wystarczy na razie, będzie trzeba to wrócę do nich. Tymczasem kończę na dziś i przymierzam się do kolejnego tematu. 






1 cep – 2 kije połączone ze sobą sznurkiem